Lockett zrobił różnicę. Anwil wywozi z Gdyni cenne zwycięstwo

Dodane przez: Redakcja
fot. Andrzej Romański/PLK

Początek spotkania w Gdyni wyglądał jak klasyczny mecz „na żyletki” – szybkie tempo, odpowiedź za odpowiedź i prowadzenie zmieniające się praktycznie co akcję. AMW Arka i Anwil od pierwszych minut poszli w ofensywną wymianę ciosów, a kibice mogli mieć wrażenie, że to będzie wieczór, w którym wygra ten, kto po prostu dłużej utrzyma nerwy na wodzy.

I trzeba uczciwie powiedzieć: to Anwil pokazał większą dojrzałość i ofensywną jakość.

- reklama -

Kosz za kosz, ale Anwil miał więcej argumentów

Włocławianie od startu trafiali pewnie i konsekwentnie. Po stronie Arki wyróżniał się Kamil Łączyński, ale po naszej stronie świetnie wyglądał duet Isaiah Mucius – Mate Vucić. Mecz w pierwszej kwarcie był typowym „kosz za kosz”, a po 10 minutach na tablicy wyników był remis – między innymi po efektownej akcji debiutującego Trevona Allena.

Druga kwarta pokazała jednak coś bardzo istotnego: Anwil zaczął budować przewagę, kiedy w ofensywie odpaliła broń ciężka.

Slaughter i Lockett zaczęli robić różnicę

AJ Slaughter oraz Eric Lockett weszli na taki poziom energii i pewności, że Arka momentami po prostu nie nadążała z reakcją. Po ich akcjach Anwil odskakiwał nawet na siedem punktów. Gospodarze próbowali łapać kontakt – Łączyński robił co mógł, a do remisu doprowadził Jarosław Zyskowski.

- reklama -

Tyle że za każdym razem, gdy Arka zbliżała się do wyniku, Anwil odpowiadał szybko i konkretnie.

Po trójce Trevona Allena pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 51:43 dla włocławian – i co ważne: to była przewaga wypracowana spokojem, konsekwencją i dobrą ofensywą, a nie chwilowym zrywem.

Po przerwie Arka ruszyła, ale Anwil nie pękł

Po zmianie stron Zyskowski razem z Luke’em Barrettem próbowali obudzić Arkę i faktycznie zmniejszali straty. Tyle że Anwil miał w tym momencie swój własny plan: dobry fragment Tylera Wahla, a przede wszystkim – dalej kapitalny Lockett, który konsekwentnie punktował.

Po jego rzucie wolnym różnica wynosiła dziewięć punktów i choć Arka jeszcze raz się poderwała (Zyskowski, Weathers), po 30 minutach na tablicy było 67:61 dla Anwilu.

- reklama -

Końcówka? Nerwy były w Arce, kontrola w Anwilu

Czwarta kwarta zaczęła się od sygnału ostrzegawczego: Arka po kontrze Zyskowskiego przegrywała już tylko dwoma punktami i gdynianie poczuli, że mogą to jeszcze odwrócić.

Ale wtedy Anwil zrobił coś, co robią drużyny z charakterem i doświadczeniem – natychmiastowa odpowiedź.

AJ Slaughter błyskawicznie ugasił ten zryw, a zespół trenera Ronena Ginzburga wrócił do pełnej kontroli nad meczem. Arka nie była już w stanie wygenerować kolejnej dużej serii punktowej, a Anwil konsekwentnie dokładał swoje i „zamykał” spotkanie akcja po akcji.

- reklama -

Ostatecznie włocławianie wygrali pewnie 97:82.

Lockett w gazie, Anwil w dobrym rytmie

Najlepszym strzelcem Anwilu był Eric Lockett, który zdobył 21 punktów i był prawdziwą twarzą ofensywnego zwycięstwa. Po stronie Arki najwięcej punktów dorzucił Jarosław Zyskowski – 23 punkty i 3 zbiórki.

To był dobry, ofensywny występ Anwilu – taki, po którym można spokojnie powiedzieć: Włocławek znów zagrał jak zespół, który wie po co jedzie po punkty.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Podpis i treść — szybko i prosto.