Początek spotkania w Gdyni wyglądał jak klasyczny mecz „na żyletki” – szybkie tempo, odpowiedź za odpowiedź i prowadzenie zmieniające się praktycznie co akcję. AMW Arka i Anwil od pierwszych minut poszli w ofensywną wymianę ciosów, a kibice mogli mieć wrażenie, że to będzie wieczór, w którym wygra ten, kto po prostu dłużej utrzyma nerwy na wodzy.
I trzeba uczciwie powiedzieć: to Anwil pokazał większą dojrzałość i ofensywną jakość.
Kosz za kosz, ale Anwil miał więcej argumentów
Włocławianie od startu trafiali pewnie i konsekwentnie. Po stronie Arki wyróżniał się Kamil Łączyński, ale po naszej stronie świetnie wyglądał duet Isaiah Mucius – Mate Vucić. Mecz w pierwszej kwarcie był typowym „kosz za kosz”, a po 10 minutach na tablicy wyników był remis – między innymi po efektownej akcji debiutującego Trevona Allena.
Druga kwarta pokazała jednak coś bardzo istotnego: Anwil zaczął budować przewagę, kiedy w ofensywie odpaliła broń ciężka.
Slaughter i Lockett zaczęli robić różnicę
AJ Slaughter oraz Eric Lockett weszli na taki poziom energii i pewności, że Arka momentami po prostu nie nadążała z reakcją. Po ich akcjach Anwil odskakiwał nawet na siedem punktów. Gospodarze próbowali łapać kontakt – Łączyński robił co mógł, a do remisu doprowadził Jarosław Zyskowski.
Tyle że za każdym razem, gdy Arka zbliżała się do wyniku, Anwil odpowiadał szybko i konkretnie.
Po trójce Trevona Allena pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 51:43 dla włocławian – i co ważne: to była przewaga wypracowana spokojem, konsekwencją i dobrą ofensywą, a nie chwilowym zrywem.
Po przerwie Arka ruszyła, ale Anwil nie pękł
Po zmianie stron Zyskowski razem z Luke’em Barrettem próbowali obudzić Arkę i faktycznie zmniejszali straty. Tyle że Anwil miał w tym momencie swój własny plan: dobry fragment Tylera Wahla, a przede wszystkim – dalej kapitalny Lockett, który konsekwentnie punktował.
Po jego rzucie wolnym różnica wynosiła dziewięć punktów i choć Arka jeszcze raz się poderwała (Zyskowski, Weathers), po 30 minutach na tablicy było 67:61 dla Anwilu.
Końcówka? Nerwy były w Arce, kontrola w Anwilu
Czwarta kwarta zaczęła się od sygnału ostrzegawczego: Arka po kontrze Zyskowskiego przegrywała już tylko dwoma punktami i gdynianie poczuli, że mogą to jeszcze odwrócić.
Ale wtedy Anwil zrobił coś, co robią drużyny z charakterem i doświadczeniem – natychmiastowa odpowiedź.
AJ Slaughter błyskawicznie ugasił ten zryw, a zespół trenera Ronena Ginzburga wrócił do pełnej kontroli nad meczem. Arka nie była już w stanie wygenerować kolejnej dużej serii punktowej, a Anwil konsekwentnie dokładał swoje i „zamykał” spotkanie akcja po akcji.
Ostatecznie włocławianie wygrali pewnie 97:82.
Lockett w gazie, Anwil w dobrym rytmie
Najlepszym strzelcem Anwilu był Eric Lockett, który zdobył 21 punktów i był prawdziwą twarzą ofensywnego zwycięstwa. Po stronie Arki najwięcej punktów dorzucił Jarosław Zyskowski – 23 punkty i 3 zbiórki.
To był dobry, ofensywny występ Anwilu – taki, po którym można spokojnie powiedzieć: Włocławek znów zagrał jak zespół, który wie po co jedzie po punkty.

Dodaj komentarz
Podpis i treść — szybko i prosto.