Z przewagi do porażki. Anwil nie dowiózł w Sopocie, Trefl lepszy

W Sopocie znowu było czuć, że „klasyk” ORLEN Basket Ligi nie potrzebuje dodatkowej reklamy. Hala żyła od pierwszej piłki, a kibice długo nie mogli usiedzieć na miejscach. Tym razem górą był Energa Trefl Sopot, który po mocnej końcówce pokonał Anwil Włocławek 83:74. I choć przez sporą część meczu wydawało się, że to włocławianie mają wszystko pod kontrolą, ostatnie minuty napisały scenariusz po sopocku.

Trefl zaczął od strzałów, Anwil szukał rytmu

Gospodarze weszli w mecz z energią – trójki Mindaugasa Kacinasa i Jakuba Schenka szybko dały im przewagę, a gdy Kenny Goins dołożył akcję 2+1, zrobiło się już naprawdę nieprzyjemnie dla Anwilu. Włocławianie przez chwilę wyglądali, jakby musieli „złapać” tempo tego spotkania.

reklama

Dopiero później przyjezdni zaczęli odpowiadać. Eric Lockett zmniejszał straty, a gdy swoje zrobił Tyler Wahl, nagle różnica stopniała do jednego punktu. Po pierwszej kwarcie było 19:18 – minimalnie dla Trefla, ale z jasnym sygnałem, że Anwil już się budzi.

Druga kwarta: Anwil przejął stery i odjechał

Na początku drugiej odsłony prowadzenie dał włocławianom Isaiah Mucius i od tego momentu coś w grze Anwilu „kliknęło”. Świetny fragment zagrał Michał Michalak, a po trójce AJ Slaughtera Anwil potrafił wypracować nawet 10 punktów przewagi.

To był moment, w którym włocławscy kibice mogli uwierzyć, że mecz układa się idealnie. Do przerwy przewaga gości wyglądała solidnie – po trójce Michalaka wynik pierwszej połowy ustalił się na 29:42.

Po przerwie kontrola… która zaczęła się wymykać

Po zmianie stron Wahl i Mucius dalej trzymali Anwil na prowadzeniu. Trefl próbował wrócić do gry – Kasper Suurorg i Goins robili, co mogli, żeby złapać kontakt, ale w pewnym momencie wciąż sprawiało wrażenie, że Anwil ma mecz „w rękach”.

Tyle że w koszykówce kontrola bywa złudna. Kilka ważnych akcji, rzuty wolne Schenka, a potem trójka rozgrywającego i przewaga Anwilu stopniała niemal do zera. Po 30 minutach było już tylko 60:63.

Końcówka, która boli. Trefl docisnął, Anwil nie dowiózł

W czwartej kwarcie Anwil jeszcze raz odskoczył – akcja 2+1 Michalaka dała gościom oddech, ale Trefl nie pękł. Szymon Zapała i Suurorg trzymali gospodarzy blisko, aż w końcu Estończyk doprowadził do remisu, a Zapała dołożył akcje, po których Sopot uwierzył, że to oni mogą to wyrwać.

reklama

Decydujący moment przyszedł na około 40 sekund przed końcem – po wsadzie Zapały gospodarze mieli już pięć punktów przewagi i tej przewagi nie oddali. Ostatecznie Trefl wygrał 83:74, odwracając mecz, który jeszcze wcześniej wyglądał na „włocławski”.

Bohaterowie meczu

Po stronie Trefla najjaśniej świecił Jakub Schenk19 punktów i 9 asyst, czyli liczby, które mówią: „to ja prowadziłem ten zespół”. W Anwilu pierwsze skrzypce grał Michał Michalak, autor 26 punktów, 6 zbiórek i 3 asyst. Tyle że tym razem świetny występ lidera nie wystarczył, by wrócić z Sopotu z wygraną.

Włocławianom zostaje złość, bo przez długie minuty byli bardzo blisko cennego zwycięstwa w trudnym terenie. A klasyk? Klasyk jak to klasyk – emocje do ostatnich sekund i historia, którą kibice będą jeszcze długo wałkować.

Udostępnij:
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *