Zapowiadany w mediach protest ostatecznie nie doszedł do skutku. Przed budynkiem administracji szpitala nie pojawili się ani jego organizatorzy, ani osoby chcące wziąć udział w zgromadzeniu. Obecni byli natomiast przedstawiciele mediów, z którymi rozmawiali pracownicy placówki.
Dyrekcja szpitala odniosła się przy tej okazji do informacji publikowanych w ostatnich tygodniach na temat funkcjonowania SOR-u. Jak podkreślono, część z nich ma być nieprawdziwa lub przedstawiona w sposób odbiegający od rzeczywistej sytuacji.
Szpital dementuje doniesienia o dyżurach
Jednym z poruszanych tematów była organizacja pracy w piątek, 28 sierpnia. Według szpitala nie jest prawdą, że pełniący obowiązki zastępcy dyrektora ds. lecznictwa lek. Łukasz Brycht zabezpieczał jednocześnie dyżur na SOR-ze oraz Oddziale Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej.
Placówka wyjaśnia, że lekarz dyżurował wyłącznie na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Na chirurgii pracowali w tym czasie inni lekarze. Na samym SOR-ze miało być natomiast trzech lekarzy, w tym dwóch lekarzy systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.
Szpital zaprzecza również, jakoby pacjenci przez wiele godzin czekali na zlecenie badań. Według dyrekcji diagnostyka odbywała się na bieżąco, a kolejność udzielania pomocy wynikała ze stanu pacjentów i systemu triage.
Kierownik pogotowia ma nadal pracować na SOR-ze
W stanowisku odniesiono się również do obecności na oddziale kierownika Stacji Pogotowia Ratunkowego. Szpital przypomina, że zapowiadał już zwiększenie roli ratowników medycznych w pracy SOR-u.
Jak przekazano, doświadczony ratownik ma wspierać zespół między innymi przy najcięższych stanach zagrożenia życia i resuscytacjach. Kierownik pogotowia będzie pojawiał się na SOR-ze także w przyszłości.
Szpital: nie proponowaliśmy 500 zł za godzinę
Dyrekcja stanowczo zdementowała także doniesienia, według których lekarzom zainteresowanym pracą na włocławskim SOR-ze proponowano stawkę wynoszącą 500 zł za godzinę dyżuru.
Placówka podkreśla ponadto, że oddział nieprzerwanie działa i przyjmuje pacjentów. Jej przedstawiciele apelują, aby informacje dotyczące bezpieczeństwa chorych i organizacji pracy były przed publikacją sprawdzane bezpośrednio w szpitalu.
Zdaniem dyrekcji rozpowszechnianie niesprawdzonych doniesień może nie tylko wywoływać niepokój wśród mieszkańców, ale również zniechęcać lekarzy, pielęgniarki i ratowników rozważających podjęcie pracy we Włocławku. Szpital ocenia też, że placówka nie powinna być wykorzystywana do prowadzenia politycznych sporów.