Jeszcze nie opadły emocje po prezentacji znaleziska z ul. Tumskiej, a włocławscy muzealnicy pokazali kolejny skarb odkryty podczas prac prowadzonych w centrum miasta. Tym razem historia prowadzi do remontowanej kamienicy przy ul. Królewieckiej 12.
Monety znaleziono trzy tygodnie temu w piwnicy budynku. Przez ten czas informacja o odkryciu pozostawała tajemnicą, a znalezisko zostało zabezpieczone i poddane konserwacji w pracowni Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku.
– Wczoraj premierę miał odcinek bardziej kostiumowy, gdzie prezentowane było znalezisko dokonane pół roku temu. Dzisiaj natomiast odcinek "Skarb w muzeum" – mówił podczas prezentacji dyrektor muzeum.
Monety były ukryte pod ceglaną posadzką
Depozyt znajdował się w naczyniu schowanym pod ceglaną podłogą piwnicy. Samo naczynie nie zachowało się w całości, ale archeolodzy zabezpieczyli jego fragmenty. Niewykluczone, że w przyszłości uda się je zrekonstruować.
– Zostały ukryte pod ceglaną podłogą przez człowieka, który, jak podejrzewam, myślał, że po nie wróci – wyjaśniała Alicja Drozd-Lipińska, kierownik działu archeologicznego Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej.
Właśnie dlatego archeolodzy wolą określać znalezisko mianem depozytu, a nie skarbu. Taki termin oznacza zbiór przedmiotów celowo schowanych przez właściciela, który najprawdopodobniej zamierzał później je odzyskać.
Przy wydobyciu monet archeologom pomagali pracownicy wykonawcy remontu. Osoby zaangażowane w odkrycie zachowały informację w tajemnicy, dzięki czemu znalezisko można było bezpiecznie zabezpieczyć i przewieźć do muzeum.
Pracownicy muzeum wspólnie z poszukiwaczami sprawdzili również pozostałą część piwnic przy ul. Królewieckiej 12. Kolejnych monet ani innych elementów depozytu nie znaleziono.
– Na chwilę obecną nie musicie tam państwo szukać, chodzić i kopać. Nic więcej tam nie ma – zapewniła Alicja Drozd-Lipińska.
Dokładnie 532 srebrne monety
Znalezisko składa się ze srebrnych monet obiegowych Rzeszy Niemieckiej wybitych w latach 1933–1939. W depozycie znajdują się:
- 452 monety o nominale pięciu marek,
- 80 monet o nominale dwóch marek.
Większość przedstawia prezydenta Rzeszy Niemieckiej Paula von Hindenburga oraz kościół garnizonowy w Poczdamie. Najstarsza moneta pochodzi z 1933 roku. Jest to egzemplarz okolicznościowy wybity z okazji 450. rocznicy urodzin Marcina Lutra.
Jak wyjaśniał Marian Ciesielski, specjalista zajmujący się numizmatyką, część monet miała także znaczenie propagandowe. Na egzemplarzach przedstawiających kościół w Poczdamie umieszczono datę 21 marca 1933 roku, czyli tzw. Dzień Poczdamu.
Tego dnia Adolf Hitler otworzył nową kadencję parlamentu Rzeszy. Podczas uroczystości doszło do symbolicznego uścisku dłoni pomiędzy Hitlerem a prezydentem Hindenburgiem. Gest miał pokazywać porozumienie nazistów ze starymi, konserwatywnymi elitami Niemiec i zwiększać społeczną akceptację dla nowej władzy.
Równowartość niemal rocznej pensji
Łączna wartość nominalna wszystkich monet wynosiła 2400 marek. W realiach tamtego okresu był to znaczny majątek.
Miesięczna pensja niemieckiego urzędnika wynosiła około 200–300 marek. Ukryty przy Królewieckiej depozyt odpowiadał więc niemal rocznym zarobkom. Dla porównania planowana cena Volkswagena Garbusa, przedstawianego wówczas jako samochód dla ludu, wynosiła 990 marek.
Zdaniem numizmatyka monety mogły zostać starannie wyselekcjonowane jako forma zabezpieczenia oszczędności. Pięciomarkówki wykonano z wysokiej próby srebra i każda z nich zawiera blisko 12,5 grama tego kruszcu. W przypadku monet dwumarkowych jest to około 5 gramów.
Obecną wartość całego depozytu oszacowano na około 100 tys. zł. Na wycenę wpływa nie tylko zawartość srebra, ale również stan zachowania monet oraz ich wartość historyczna i kolekcjonerska.
Właściciel depozytu pozostaje nieznany
Na tym etapie nie wiadomo, do kogo należały monety i kto ukrył je pod podłogą kamienicy. Ustalenie właściciela będzie jednym z zadań podczas dalszego opracowywania znaleziska i prowadzenia kwerend archiwalnych.
Monety pochodzą z lat 1933–1939. Po wybuchu II wojny światowej Niemcy zaprzestali bicia monet ze srebra i innych metali szlachetnych.
Marian Ciesielski zwrócił uwagę, że po zajęciu Włocławka 14 września 1939 roku i włączeniu miasta do Kraju Warty monety mogły trafić tutaj wraz z niemieckimi urzędnikami. Jest to jednak jedynie jedna z hipotez dotyczących drogi, jaką depozyt dotarł do Włocławka. Nie wskazuje ona jeszcze konkretnego właściciela ani osoby, która ukryła pieniądze.
Odpowiedzi mogą przynieść dalsze badania dokumentów dotyczących kamienicy i jej dawnych mieszkańców.
Konserwatorzy musieli przerwać inne prace
Po wydobyciu monety wymagały szybkiego zabezpieczenia. Znalezisko trafiło do pracowni konserwatorskiej muzeum, której pracownicy na kilka tygodni odłożyli inne obowiązki.
– Weszłam i powiedziałam: "Nie ma opcji, musicie zostawić swoją robotę i wziąć się za ratowanie czegoś, co przed chwilą wykopałam" – relacjonowała kierownik działu archeologicznego.
Dzięki pracy konserwatorów wszystkie 532 monety można już bezpiecznie prezentować zwiedzającym. Teraz przed archeologami i numizmatykami pozostaje przygotowanie pełnego opracowania znaleziska.
Centrum Włocławka pod ochroną konserwatorską
Odkrycie przy Królewieckiej nie było przypadkowym znaleziskiem podczas zwykłych robót budowlanych. Ścisłe centrum Włocławka jest objęte ochroną konserwatorską, dlatego prace naruszające warstwy ziemne wymagają uzyskania pozwolenia i prowadzenia badań archeologicznych.
Alicja Drozd-Lipińska zwracała uwagę, że nie powinno się w takim przypadku mówić jedynie o "nadzorze archeologicznym". Archeolog musi być obecny podczas prac ziemnych i reagować w chwili natrafienia na zabytki.
Przed rozpoczęciem badań konieczne jest także wskazanie muzeum, które zobowiąże się do przyjęcia odkrytych przedmiotów. W przypadku prac przy ul. Królewieckiej 12 taką promesę wystawiło Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej.
Znalezisko z mocy prawa należy do Skarbu Państwa. Osobom, które natrafiły na monety podczas prowadzonych badań archeologicznych, nie przysługuje znaleźne.
"To drugi odcinek, ale nie ostatni"
Prezydent Włocławka Krzysztof Kukucki nazwał kolejne odkrycia następnymi odcinkami lokalnego serialu historycznego.
– To jest drugi odcinek, ale nie ostatni, dlatego że działania, które miasto podejmuje w najstarszej części Włocławka, rozwijają się – mówił prezydent.
Podkreślał także postawę firmy MS-BUD, która prowadzi prace zarówno przy ul. Tumskiej, jak i przy Królewieckiej 12. Wykonawca po natrafieniu na zabytki umożliwił archeologom bezpieczne zabezpieczenie znalezisk.
– Ta firma ma dużo szczęścia, ale też ogromną ilość szacunku do naszej historii. Wie, że kiedy coś się znajduje, to nie jest problem, tylko świadek naszej historii – zaznaczył Krzysztof Kukucki.
Według prezydenta wartość trwających i przygotowywanych przedsięwzięć na obszarze rewitalizacji zbliża się obecnie do 200 mln zł.
Oprócz remontu Królewieckiej 12 i inwestycji na rogu ulic 3 Maja i Tumskiej miasto przygotowuje przebudowę kamienic przy 3 Maja 14 i 16 oraz Tumskiej 5 i 7. Trwa także proces wyboru wykonawcy dla zabudowy przy ul. Brzeskiej, na odcinku od Cyganki do Żabiej, obejmującej między innymi dawną fabrykę Bauera.
Monety można oglądać do 10 października
Depozyt z Królewieckiej 12 jest prezentowany w Muzeum Historii Włocławka. Wszystkie 532 monety można oglądać do 10 października razem z wystawą pamiątek z okresu okupacji i obozów jenieckich.
Po zakończeniu czasowej prezentacji monety zostaną przekazane do dalszego opracowania. Archeolodzy i numizmatycy spróbują dokładnie opisać cały zbiór oraz ustalić, kto i w jakich okolicznościach ukrył go pod podłogą kamienicy przy ul. Królewieckiej.