Nowe otwarcie w Anwilu. Prezes mówi o trenerze, dyrektorze sportowym i planie na klub

Hubert Hejman po objęciu funkcji prezesa KK Włocławek zapowiada nowy etap w Anwilu. Klub ma odzyskać sportową pozycję, mocniej postawić na profesjonalizację, dłuższe kontrakty i większą rolę młodych zawodników. Ważną postacią w tej układance będzie belgijski dyrektor sportowy Leo De Rycke.

Konferencja prasowa prezesa Kk Włocławek - Huber HejmanKonferencja prasowa prezesa Kk Włocławek - Huber Hejman
Źródło zdjęć: © terazwloclawek.pl | terazwloclawek.pl
Mariusz

Hala Mistrzów przez lata była dla niego drugim domem. Teraz Hubert Hejman staje przed jednym z najtrudniejszych zadań w swojej zawodowej drodze — przejmuje stery w klubie, który we Włocławku jest czymś więcej niż tylko drużyną koszykarską.

Nowy prezes Anwilu Włocławek przyznał, że decyzja o objęciu stanowiska była trudna i poprzedzona wieloma nieprzespanymi nocami. Podziękował prezydentowi Krzysztofowi Kukuckiemu za zaufanie, Radzie Nadzorczej za pozytywne głosowanie nad jego kandydaturą, a także kibicom i współpracownikom za liczne słowa wsparcia.

Hejman podkreślał, że przejmuje klub dobrze zorganizowany, co — jak mówił — wielokrotnie potwierdzały zagraniczne zespoły goszczące we Włocławku oraz przedstawiciele innych klubów Orlen Basket Ligi. Jednocześnie jasno zaznaczył, że po ostatnim sezonie Anwil musi wrócić na miejsce zgodne ze swoimi ambicjami.

– Oddam całe serce, aby klub powrócił na należne mu miejsce – zadeklarował nowy prezes.

Jednym z najważniejszych wątków była przyszłość sztabu szkoleniowego. Ronen Ginzburg nie będzie już współpracował z drużyną, a obecnie trwają negocjacje dotyczące rozwiązania jego kontraktu. Decyzja ma związek z niezrealizowaniem minimalnego celu sportowego, czyli awansu do fazy play-off.

Klub szuka teraz szkoleniowca z nową energią. Hejman zaznaczył, że kandydat na pierwszego trenera nie może być nowicjuszem. Anwil chce osoby z sukcesami w CV, charyzmą i umiejętnością zarażenia pasją nie tylko zawodników w szatni, ale także kibiców w Hali Mistrzów.

Prezes zapowiedział, że nie zamierza samodzielnie wchodzić w każdą decyzję sportową. Wręcz przeciwnie — chce "usunąć się w cień" i pozwolić budować zespół ludziom odpowiedzialnym za pion sportowy. Właśnie dlatego tak ważną rolę ma odegrać nowy dyrektor sportowy Leo De Rycke.

Hejman tłumaczył, że zatrudnienie dyrektora sportowego było jednym z warunków, które uznawał za konieczne przy objęciu funkcji prezesa. Sam jest doświadczonym menedżerem, ale — jak przyznał — prezesem jest dopiero od dwóch tygodni. Dlatego chciał mieć przy sobie osobę, która budowała już składy, zna rynek, ma kontakty i poświęci się projektowi w stu procentach.

W klubie nie szukano konsultanta, który pojawi się tylko na czas transferów. Leo De Rycke ma pracować we Włocławku na stałe. Ma być obecny przy treningach, wyjazdach i codziennym funkcjonowaniu drużyny. Według prezesa dyrektor sportowy powinien być kimś pomiędzy trenerem, zawodnikami i zarządem.

To ważne, bo — jak mówił Hejman — w drużynie jest kilkunastu zawodników z własnymi ambicjami, oczekiwaniami i emocjami. Ktoś gra mniej, ktoś więcej, ktoś może być niezadowolony ze swojej roli. Trener często patrzy na pewne sprawy zero-jedynkowo, dlatego potrzebna jest osoba, która będzie potrafiła rozmawiać, tłumaczyć i przekonywać zawodników do wizji klubu.

Dwuletni kontrakt Leo De Rycke ma pokazywać, że Anwil nie chce projektu krótkoterminowego. Prezes podkreślał, że zarówno De Rycke, jak i inni kandydaci, z którymi rozmawiał, nie byli zainteresowani pracą na zasadzie "zrobić szybki wynik i odejść". Klub chce planować w dłuższej perspektywie.

Ważnym elementem tej filozofii ma być rozsądniejsze wydawanie pieniędzy. Hejman zaznaczył, że samo zgromadzenie dużego budżetu nie wystarczy. Kluczowe jest to, by potrafić dobrze go wykorzystać. W tym kontekście mówił o doświadczeniu De Rycke i jego kontaktach na rynku europejskim.

Prezes przywoływał przykłady zawodników, którzy na początku kariery byli dostępni za stosunkowo niewielkie pieniądze, a później weszli na znacznie wyższy poziom. Wspomniał Victora Sandersa, Parisa Lee i JaSeana Tate’a. Chodziło o pokazanie, że dobry skauting, relacje z agentami i znajomość rynku mogą dać klubowi przewagę nawet wtedy, gdy nie dysponuje budżetem największych europejskich marek.

– Sztuką jest dobrze wydać pieniądze. Zgromadzić duży budżet to oczywiście wielka sprawa, ale nie sztuką jest wydawać te pieniądze w sposób nieprzemyślany – mówił Hubert Hejman.

Część sztabu na kolejny sezon jest już znana. W klubie zostają asystent Marcin Woźniak, fizjoterapeutka Marta Adamczak oraz odpowiadający za logistykę Filip Brylski. Przyszły pierwszy trener ma jednak dostać wolną rękę w doborze własnego asystenta.

Nowy prezes sporo mówił też o tym, jak chce zarządzać klubem. Przypominał, że jego dwudziestoletnie doświadczenie w Anwilu to w praktyce całe zawodowe życie. W nowej roli chce być, jak sam określił, "hybrydą" najlepszych cech swoich poprzedników: prezesa Polatowskiego, prezesa Lewandowskiego i prezesa Pszczółkowskiego.

Wspominał twardy styl zarządzania prezesa Polatowskiego, cierpliwość i wyczucie prezesa Lewandowskiego, który zaufał Igorowi Miliciciowi po trudnych porażkach, co później doprowadziło klub do mistrzostwa Polski, oraz pracę prezesa Pszczółkowskiego, który uporządkował klub po problemach związanych z pandemią COVID-19 i zbudował podstawy pod historyczny sukces w FIBA Europe Cup.

Hejman nie ukrywał, że presja we Włocławku jest ogromna. Po porażkach frustracja kibiców szybko rośnie, a Anwil jest rozliczany z każdego ruchu. Nowy prezes przyznał, że ta świadomość będzie mu towarzyszyć każdego dnia.

W tle pozostają też kwestie finansowe. Budżet na nowy sezon jest jeszcze w trakcie kształtowania, a jego pierwsze symulacje trafiły już do Rady Nadzorczej. Według prezesa większość sponsorów powinna pozostać przy drużynie, ale klub cały czas pracuje nad nowymi deklaracjami.

Hejman zwrócił się również bezpośrednio do kibiców. Klub chce wspólnie z nimi celować w sprzedaż 3000 karnetów. Jednocześnie zapowiedziano zmianę w polityce biletowej. Mają pojawić się dwa rodzaje karnetów: klasyczne, obejmujące mecze ligowe sezonu zasadniczego, oraz karnety typu "open", obejmujące także rozgrywki pucharowe i fazę play-off.

Anwil nadal chce grać w Europie. Prezes zaznaczył jednak, że europejskie puchary oznaczają wysokie koszty organizacyjne, które obecnie nie są rekompensowane wpływami ze sprzedaży praw telewizyjnych. To kolejny powód, dla którego klub chce mocniej uporządkować budżet i lepiej dopasować ofertę dla kibiców.

Nowy Anwil ma być budowany stabilniej. Klub chce składać Polakom oferty dłuższe niż tylko na jeden sezon. Hejman przekonywał, że stabilne wsparcie finansowe z Urzędu Miasta, sprzedaż karnetów i sponsorzy pozwalają myśleć o takich rozwiązaniach. Celem jest stworzenie trzonu drużyny, który nie będzie zmieniał się z sezonu na sezon.

Jako przykład wskazał Legię, gdzie zbudowana baza zespołu zaczęła procentować w walce o medale. Podobny kierunek miałby obrać Anwil — z zawodnikami utożsamiającymi się z klubem i prowadzącymi drużynę do sukcesów przez dłuższy czas.

Ważne będzie również klubowe DNA. Hejman mówił o "Rottweilerach", czyli zawodnikach, którzy zostawią serce na parkiecie, będą walczyć i pokażą zaangażowanie. Ostateczne proporcje składu, w tym liczba obcokrajowców, mają zależeć od analiz nowego sztabu trenerskiego i dyrektora sportowego.

Osobny fragment dotyczył młodzieży. Klub chce ściślej współpracować z Towarzystwem Koszykówki Młodzieżowej. Młodzi zawodnicy mają widzieć jasną ścieżkę do debiutu w seniorach, a od trenerów pierwszej drużyny oczekiwana będzie większa chęć pracy z talentami i gotowość do obdarzenia ich sportowym zaufaniem.

Zmiany mają dotyczyć także samej organizacji klubu. Po objęciu funkcji prezesa przez Hejmana powstał wakat na jego wcześniejszym stanowisku. Sam przyznał, że trudno będzie jednocześnie zarządzać klubem, szukać sponsorów, przygotowywać raporty marketingowe i prowadzić projekty, które do tej pory były po jego stronie.

Dlatego Anwil chce znaleźć doświadczonego menedżera, najlepiej z doświadczeniem w sporcie. Taka osoba miałaby przejąć część obowiązków związanych z marketingiem, sponsorami, nowymi inicjatywami i codziennym rozwojem organizacyjnym klubu.

Dla Włocławka to ważny moment. Anwil jest jedną z najmocniejszych lokalnych marek i miejscem, wokół którego od lat koncentrują się ogromne emocje. Po sezonie bez play-offów kibice czekają nie na deklaracje, ale na konkretne decyzje.

Najbliższe tygodnie pokażą, kto zostanie nowym trenerem, jak będzie wyglądał skład i czy klubowi uda się odbudować sportową wiarygodność. Na razie z wypowiedzi nowego prezesa płynie jasny przekaz: Anwil ma być zarządzany spokojniej, budowany mądrzej i wrócić do charakteru, którego we Włocławku oczekuje się od "Rottweilerów".

Wybrane dla Ciebie