Zryw w końcówce nie uratował meczu. Anwil przegrał w Lublinie
Anwil Włocławek przegrał na wyjeździe z PGE Startem Lublin 91:97 w meczu 22. kolejki ORLEN Basket Ligi. Choć włocławianie w końcówce odrobili niemal całą stratę i na chwilę objęli prowadzenie, wcześniejsze błędy i słaba pierwsza połowa sprawiły, że punkty zostały w Lublinie.
Słaby początek i duże problemy w obronie
Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Dzięki akcjom JP Tokoto i Bryana Griffina PGE Start szybko przejął inicjatywę. Anwil próbował odpowiadać – najpierw dzięki akcjom Tylera Wahla i Michała Michalaka, a chwilę później po trójce Trevona Allena włocławianie wyszli nawet na pięciopunktowe prowadzenie.
Ten moment nie przełożył się jednak na stabilną grę. Lublinianie szybko odrobili straty, a po rzucie z dystansu Bartłomieja Pelczara pierwsza kwarta zakończyła się remisem 24:24.
Druga część meczu była już wyraźnie pod dyktando gospodarzy. Po efektownym wsadzie Jordana Wrighta Start objął prowadzenie, które z minuty na minutę rosło. Pelczar i Quincy Ford dokładali kolejne punkty, a Anwil miał ogromne problemy z defensywą i zatrzymaniem szybkich akcji rywali.
W efekcie do przerwy gospodarze prowadzili aż 51:36, a włocławianie wyglądali na zespół, który nie potrafi znaleźć odpowiedzi na ofensywę Startu.
Próba powrotu po przerwie
Po zmianie stron Anwil próbował odrabiać straty. Elvar Fridriksson i Michał Michalak starali się napędzać ataki zespołu trenera Ronena Ginzburga, ale przewaga gospodarzy wciąż była wyraźna. Po dobitce Quincy’ego Forda różnica ponownie wynosiła 16 punktów.
Dopiero w końcówce trzeciej kwarty włocławianie zaczęli grać skuteczniej. Po trójce Fridrikssona strata stopniała do ośmiu punktów, a po kolejnym trafieniu z dystansu – tym razem autorstwa Locketta – po 30 minutach było 77:69.
Emocjonująca końcówka, ale znów bez punktów
Czwarta kwarta przyniosła sporo emocji. Anwil wreszcie zaczął trafiać z dystansu, a kolejne trójki Locketta i Fridrikssona sprawiły, że włocławianie zbliżyli się na cztery punkty. Chwilę później po akcji islandzkiego rozgrywającego strata wynosiła już tylko punkt, a po kolejnym ataku prowadzenie dla Anwilu zdobył Trevon Allen.
Niestety był to tylko moment. W decydujących akcjach więcej zimnej krwi zachowali gospodarze. Punkty Krasuskiego, Forda i Wrighta pozwoliły PGE Startowi ponownie przejąć kontrolę nad meczem i ostatecznie wygrać 97:91.
Kolejny mecz z dużymi wahaniami formy
Spotkanie w Lublinie po raz kolejny pokazało największy problem Anwilu w tym sezonie – ogromną niestabilność gry. Zespół potrafi przez kilka minut grać bardzo skutecznie, by chwilę później kompletnie oddać inicjatywę rywalom.
Włocławianie zbyt łatwo pozwalali gospodarzom zdobywać punkty, a słaba druga kwarta w praktyce ustawiła całe spotkanie. Mimo ambitnej pogoni w końcówce, wcześniejszych strat nie udało się już odrobić.
Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Liam O’Reilly, który zdobył 26 punktów i zanotował 6 asyst. W Anwilu najskuteczniejszy był Elvar Fridriksson – 23 punkty i 7 asyst.
Dla kibiców z Włocławka pozostaje jednak niedosyt, bo po raz kolejny drużyna pokazała, że potrafi grać bardzo dobrze tylko fragmentami meczu – a to w ORLEN Basket Lidze zwykle nie wystarcza do zwycięstwa.